Pierwsze juniorskie rozstrzygnięcia

Autor: Jakub Kaczmarek Opublikowano dnia: 26 maja 2017 | Komentarze: 0

Maj był miesiącem inaugurującym rozgrywki PLFA J-8. Trzynaście juniorskich zespołów wzięło udział w czterech turniejach: we Wrocławiu, Radomiu, Poznaniu i Płocku walcząc o miejsce w turnieju finałowym, który wyłoni najlepszą sekcję juniorską w formule ośmioosobowej w Polsce.

Grupa Południowo-Zachodnia

Zmagania w grupie południowo-zachodniej rozpoczęliśmy turniejem we Wrocławiu. Pantery, które rok temu znalazły się tuż za podium rozgrywek pragnęły lepiej rozpocząć tegoroczną kampanię, szczególnie, że występowały w roli gospodarza na świeżo odnowionym Stadionie Olimpijskim. Zadanie to jednak nie należało do najłatwiejszych, gdyż przyszło im się mierzyć z Bielawa Owls (zeszłorocznym zwycięzcą PLFA J-8) oraz Silesia Rebels, którzy co prawda nie mają wielkich sukcesów na tym szczeblu, ale posiadają doświadczonych zawodników.

- Do tego turnieju podchodziliśmy bardzo zmotywowani i skrupulatnie przygotowywaliśmy się, aby zwyciężyć. - mówi Marcin Kochanowski, trener juniorskich Sów. Choć zeszłoroczne mistrzostwo mogło zaskoczyć postronnych kibiców, to wrocławski turniej udowodnił bezsprzeczną wielkość bielawskiej młodzieży. Jak na triumfatora przystało, pewnie ograli swoich przeciwników (Rebels 38:0 i Panthers 42:0) i z najlepszym bilansem punktowym w kraju, po pierwszych meczach, stali się murowanymi faworytami do obrony tytułu.

- Wyniki pokazują jak silną mamy drużynę i jak bardzo jesteśmy głodni obrony tego mistrzostwa. Starcie z Rebeliantami nie było łatwe, gdyż przeciwnicy zaprezentowali mocno fizyczny futbol i ogromną wolę walki. Nie chcieliśmy też prezentować wszystkich swoich atutów, więc zagraliśmy prosty futbol i wykorzystaliśmy jedną trzecią swoich zagrywek. Cieszymy się, że to wystarczyło. Mecz z Panterami był dla nas małą zagadką, gdyż wrocławianie w całości wymienili swój sztab trenerski. Nasi zawodnicy wyszli więc na boisko mocno zdeterminowani. Okazało się, że wrocławianie w tym roku nie są aż tak wymagającym przeciwnikiem, ale wierzę, że to chwilowy kryzys, który zostanie zażegnany i w kolejnym turnieju spotkanie będzie bardziej zacięte. Jestem bardzo zadowolony z wyników drużyny i postępu jakiego dokonaliśmy w ciągu roku. W ubiegłym nasz sztab trenerski liczył cztery osoby, a w tym jest już nas aż ośmiu, co bardzo ułatwia pracę i pozwala skupić się na rozwoju zawodników na poszczególnych pozycjach. - opowiada z zadowoleniem Kochanowski.

W całym turnieju najlepiej w ataku bielawian spisał się rozgrywający, Tomasz Dymowski, który nie tylko celnie podawał piłki, ale i też świetnie z nią biegał zdobywając przyłożenia. W obronie, na wyróżnienie zasłużyli linebackerzy: Mateusz Lisiewicz i Karol Strej, którzy bez problemu zatrzymywali biegi przeciwników i z powodzeniem wypełniali założenia taktyczne swoich trenerów. Co ważne, zmiennicy również spełnili pokładane w nich nadzieje, udowadniając, że Sowy posiadają w tym roku szeroką ławkę.

- Mamy naprawdę niesamowity skład i każdy z naszych zawodników gra na wysokim poziomie. Jednak nie spoczywamy na laurach i wciąż ciężko trenujemy, aby być jeszcze lepszą drużyną. Co do samego turnieju, żałuję, że trybuny były puste. Brakowało dopingu, który motywowałby zawodników. Natomiast boisko było fantastyczne! - ocenia trener aktualnych mistrzów juniorskich ósemek.

O ile Sowy mają ambicję obronić tytuł wywalczony przed rokiem, to wrocławianie mają inne priorytety. - W Panthers kładziemy duży nacisk na długofalowy rozwój juniorów, myli się zatem ten, kto uważa że dwie przegrane to dla nas porażki. Mamy świadomość tego, że w rocznikach występujących w formule PLFA J-8 nastąpiła u nas totalna zmiana pokoleniowa i dysponujemy dosłownie garstką zawodników z większym doświadczeniem. Traktujemy obie porażki jako lekcje z których należy wyciągnąć wnioski. - przekonuje Karolina Janas, kierownik drużyn juniorskich Panthers.

Młode Pantery występujące w rozgrywkach ośmioosobowych mają w przyszłości stanowić o sile seniorskiej drużyny.  Jednak jak przekonuje Janas, na tym etapie szkolenia najważniejsze, aby zawodnicy zdobywali doświadczenie, sprawiało im to przyjemność i potrafili godnie przyjąć porażki. Takie spotkania to bardziej okazja do wychowywania, uczenia młodych adeptów respektu do przeciwnika, a na puchary przyjdzie jeszcze odpowiednia pora.

A jak trenerzy oceniają, pod względem sportowym, dwa pierwsze mecze? - O ile wynik ze świetnie przygotowaną - jak co roku zresztą - ekipą z Bielawy był miażdżący, o tyle z ekipą ze Śląska przegraliśmy tylko jednym punktem. I tutaj cieszy przede wszystkim postęp w szeregach Rebels. Trzy lata temu, kiedy mierzyliśmy się z nimi ostatni raz, różnica była dużo większa na naszą korzyść. Pokazuje to ogólną tendencję w podejściu do szkolenia młodzieży. To niedługo zaprocentuje i spowoduje, że będziemy mieli w całej Polsce coraz więcej świetnych zawodników. Muszę jednak podkreślić świetną postawę Maurycego Borkowskiego, naszego biegacza, który jest świetnie przygotowany zarówno fizycznie jak taktycznie oraz - zupełnie świeżego na tej pozycji - rozgrywającego Damiana Majchrowskieg - podsumowuje kierownik wrocławian.

Podobny optymizm panuje również u Rebeliantów. Pomimo zdecydowanej porażki z Owls, wygrana z Panterami osłodziła im powrót z Wrocławia. - Nasz występ uznajemy za udany. Mimo krótkiej ławki udało nam się wygrać w meczu z Panthers. Duże emocje do samego końca i udane 30-jardowe kopnięcie z pola w ostatnich sekundach dało chłopakom dodatkową motywację do treningów. - przekonuje Jan Trojniak, wiceprezes Silesii. Jednocześnie wyróżnia takich zawodników jak biegacza/linebackera Miłosza Lewandowskiego, defensive backa Remigiusza Bembenka oraz zawodników z linii defensywnej i ofensywnej – Nataniela Bembenka, Wiktora Musiała.

Za cel w następnym turnieju (tym razem w Bielawie) stawia drużynie powtórzenie wywalczonych rezultatów. Jednocześnie mając respekt do swojego największego rywala. -  W ekipie z województwa dolnośląskiego widzę niekwestionowanego pretendenta do tytułu, jednak przed nimi jeszcze długa droga do mistrzostwa. Owls to jeden z najlepszych programów rozwoju juniorów w kraju. Zobaczymy jak przełoży się to na drużynę seniorów w tym roku w PLFA II. Przed kolejnym turniejem pracujemy nad poprawą komunikacji w defensywie oraz zwiększeniem skuteczności w grze podaniowej.

Najbliższy turniej już 4. czerwca w Bielawie!

Grupa Północno-Wschodnia

Grupa północno-wschodnia nie miała w tym roku łatwego początku sezonu. Niesprzyjająca pogoda w pierwszym tygodniu maja wymusiła na organizatorach przesunięcie turnieju, aż o dwa tygodnie. Na szczęście, w następnym terminie już nic nie przeszkodziło drużynom w inauguracji rozgrywek.

Przed sezonem faworytami wydawali się być torunianie, którzy zapowiadali, że rozgrywki PLFA J-8 są dla nich priorytetem i celują w miejsce w finale. Optymizm jednak szybko przerodził się w niepokój. - Pierwszy mecz z Jastrzębiami, niestety zaczęliśmy zbyt pewni siebie. Spora liczba błędów w obu formacjach sprawiła, że po połowie przegrywaliśmy już dwoma przyłożeniami. Na szczęście w kolejnych odsłonach gry wróciliśmy na właściwe tory i dogoniliśmy wynik. Niestety zabrakło już czasu aby wygrać to spotkanie. Za to drugi mecz z Mustangami przegraliśmy już na linii wznowienia akcji. Płocczanie mają potężnych zawodników, jak na juniorskie zawody. Nasza drużyna robiła co mogła, jednak rywale byli tego dnia po prostu silniejsi (zarówno fizycznie jak i mentalnie) - wyjaśnia Hubert Pińczak, prezes torunian.

Lepsze nastroje panują natomiast w Bydgoszczy. Choć drużyna wygrała tylko jedno spotkanie (z Seahawks Gdynia 14:12), to jednak trenerzy są dumni z postawy na boisku zawodników bez żadnego doświadczenia. - Przeciwko gospodarzom dali z siebie wszystko, nie bojąc się dużo silniejszego rywala i co dla mnie najważniejsze, po porażce podeszli do drugiego meczu pełni optymizmu i energii. Spotkanie z Seahawks było dla nas bardzo ważne i chłopacy świetnie poradzili sobie z presją. Stworzyli świetną drużynę i na boisku widać, że tworzą kolektyw. Po tym jak zaprezentowali się nasi zawodnicy, jestem pełen optymizmu przed turniejem w Toruniu - przekonuje Adrian Kuźniewski, trener Łuczników.

A jak zapamiętają swój występ gdynianie? Jastrzębie słyną z bardzo dobrego szkolenia wychowanków, którzy grają m.in. w Toplidze. W tym roku skład został wzmocniony zawodnikami AZS UWM Olsztyn Lakers oraz Griffons Słupsk. Mimo tego podeszli do rozgrywek bez konkretnych celów z naciskiem na przeorganizowanie zespołu i obycie futbolowe młodych graczy. To przełożyło się na remis (z Angels 18:18) i jedną porażkę (z Archers 12:14) , ale nikt w klubie nie zamierza zwieszać głów.

- Przygotowując się do turnieju zdawaliśmy sobie sprawę, że czeka nas trudne zadanie. Budowanie drużyny złożonej z chłopaków z 3 różnych miejscowości, nie trenujących ze sobą na co dzień wydaje się karkołomnym zadaniem i narzuca wiele ograniczeń. Do turnieju w Płocku przystąpiliśmy nastawiając się na zabieganie przeciwników. Mamy w składzie dwóch rewelacyjnych running backów - Bartosza Gnozę i Juliana Kędzię. Mam nadzieję, że za parę lat, jeśli wystarczy zapału i zdrowie dopisze, będą biegali już po Topligowych boiskach. Zgodnie z planem zaczęliśmy mocno mecz przeciwko Angels, niestety później osłabliśmy. Mając ograniczony skład wiedzieliśmy, że drugi mecz rozgrywany zaledwie pół godziny będzie dla nas dużo trudniejszy ale cieszę się, że podjęliśmy walkę i do wygranej zabrakło naprawdę niewiele. Z optymizmem patrzymy w przyszłość. - zapewnia  Daniel Piechnik, trener Seahawks.

Jednak przedstawiciele obu drużyn są pewni co do jednego – faworytem grupy po tym turnieju są Mustangs Płock. 74 zdobyte punkty i tylko 6 straconych plasuje ich na pierwszym miejscu grupy północno-wschodniej i jest dowodem ich dominacji. Biorąc pod uwagę fakt, że 15. czerwca znów będą gospodarzem kolejnych zmagań, może być niezwykle trudno ich powstrzymać.

Kolejny turniej 4. czerwca w Toruniu!

Grupa Północno-Zachodnia

Turniej rozgrywany w Poznaniu to jedno z najbardziej elektryzujących wydarzeń inaugurujących sezon PLFA J-8. Rywalizacja Patriotów z Kozłami od początku wywoływała wiele emocji. Nie dość, że obie drużyny wciąż pragną udowodnić, która z nich wiedzie prym w stolicy Wielkopolski, to miały stanąć naprzeciwko siebie na swoim domowym boisku. Dla Patriotów juniorskie rozgrywki to priorytet, gdyż główną ambicją i filozofią klubu jest szkolenie młodzieży. Natomiast Kozły to jedna z najstarszych organizacji futbolowych w kraju, która chce być wizytówką Poznania.

Ostatnie sezony nie układają się po myśli Patriotów, więc do rozgrywek przystępowali z nieco mniejszymi ambicjami niż dotychczas. - W obecnym sezonie nastał czas na zmianę pokoleniową w drużynie „ósemek”. Większość zawodników po raz pierwszy w życiu rozegrała pełny mecz. Przed turniejem byliśmy pełni obaw i zdecydowania wzięlibyśmy taki wynik w ciemno. Jednak po występie czujemy lekki niedosyt. Byliśmy naprawdę blisko tego, żeby z kompletem zwycięstw szykować się do turnieju rewanżowego - przekonuje Bartłomiej Kimnes, trener Patriotów.

I faktycznie dzień rozpoczął się dla nich fantastycznie, bo od wyraźnej wygranej nad Młodą Husarią i Ułanami. Niestety, kończące dzień starcie z Kozłami już takie miłe nie było. -  Jestem ogromnie dumny z postawy moich zawodników, bo zagrali tak, jak tego po nich oczekiwałem, czyli z determinacją do samego końca (jak na prawdziwego Kozła przystało). W końcu, pierwszy raz ograliśmy konkurencyjną drużynę Patriotów, jednak nie możemy popadać w samozachwyt. Jeszcze jeden turniej przed nami i kolejny raz musimy odnieść komplet zwycięstw. Moi zawodnicy są świadomi tego, że jeszcze niczego nie osiągnęli. - zapewnia Damian Łuc, trener główny Kozłów.

- To przede wszystkim indywidualne błędy kosztowały nas przegraną w drugim meczu. Zaczęło się od fumble na kilka jardów przed polem punktowym już w pierwszym posiadaniu. Później przez naszą karę przeciwnicy zatrzymali piłkę i zyskali nowy komplet prób w red zone przy sytuacji czwarta i pięć. Na domiar złego, pod koniec pierwszej połowy meczu, 60-jardowy bieg na przyłożenie został anulowany przez nieprzepisowe przytrzymywanie przeciwnika. - odpowiada Kimnes.

W całej tej rywalizacji na końcu plasują się Młodzi Husarze i Ułani. Połączone drużyny ze Szczecina i Barlinka wyraźnie przegrały swoje spotkania i wydaje się, że nie będą liczyli się w walce o wyjście z grupy do turnieju finałowego. Niemniej, poznanianie doceniają ich walkę i determinację, które pozwoliły zdobyć jedno przyłożenie. Program J-8 to wciąż rozwijająca się inwestycja, która z pewnością w przyszłości zbierze swoje żniwa.

Na tę chwilę to Wielkopolanie będą dla siebie największymi rywalami. Łuc zapowiada, że przygotowuje ze swoją drużyną „małą niespodziankę” dla przeciwników, a Patrioci z pewnością będą chcieli wziąć srogi rewanż. - Najmocniejszą stroną naszej drużyny są rezerwy jakie w niej drzemią. Jak wspomniałem są to nowi zawodnicy, którzy bardzo szybko się uczą oraz zdobywają bezcenne doświadczenie z każdym treningiem i meczem. - tłumaczy trener aktualnych wiceliderów grupy.

Kolejny turniej 3. czerwca w Szczecinie!

Grupa Południowo-Wschodnia

Po raz pierwszy w historii juniorskich rozgrywek ośmioosobowych, turniej został rozegrany w Radomiu. W roli faworytów upatrywano Warsaw Eagles, którzy wzmocnieni zawodnikami Rhinos Wyszków dysponowali najszerszym składem. - Do dyspozycji mamy ponad 40 zawodników. Trzonem zespołu jest 10 zawodników którzy grali również w poprzednim roku oraz 8 zawodników Rhinos Wyszków, którzy doświadczenie zbierali w turniejach futbolu flagowego - podkreśla Marek Włodarczyk, prezes Orłów.

Zgodnie z przewidywaniami warszawianie przekonująco pokonali swoich przeciwników (Tytanów Lublin 24:6 oraz Green Ducks Radom 26:6).

Za to o swojej inauguracji, jak najszybciej, będą chcieli zapomnieć lublinianie. Dwie porażki, które były wynikiem wielu błędów i problemów kadrowych stawiają ich w najgorszej sytuacji przed kolejnym turniejem. 

- Te wyniki nikogo w Tytanach nie satysfakcjonują. Są efektem wielu czynników, ale najważniejszy z nich to bardzo wąski skład, który był ratowany wsparciem juniorów Warsaw Sharks. Na wyróżnienie zasługują wszyscy zawodnicy, którzy mimo ciężkich warunków wyszli na boisko. Jako trenerzy, jesteśmy zadowoleni z faktu, że cała drużyna walczyła do ostatniej akcji w obu meczach. Cały czas pracujemy nad poprawą błędów indywidualnych i zespołowych, tj. zgranie i właściwe wykonywanie zaleceń taktycznych. Na kolejnym turnieju wystąpimy wzmocnieni zawodnikami z Lublina, którzy nie mogli zagrać w pierwszych meczach, oraz nowymi juniorami Sharks. - przekonuje Łukasz Kołodziejczyk, koordynator ofensywy Tytanow.

Dla gospodarzy był to pierwszy turniej w roli organizatora, jak i sekcji juniorskich „ósemek”. Do tej pory młodzi gracze zbierali doświadczenie w futbolu flagowym, a więc kontaktowa wersja tej dyscypliny była dla nich czymś nowym. Z tego względu byli największą zagadką dla rywali i zebranych kibiców. Sami natomiast przestrzegali, że wyniki nie są dla nich priorytetem.

- Występ naszych juniorów okazał się bardzo pozytywnym zaskoczeniem nie tylko ze względu na wygraną z Tytanami Lublin, ale także na postawę, jaką zaprezentowaliśmy na boisku. Jako jedyny zespół występujący w tym turnieju nie byliśmy wzmocnieni zawodnikami z innych drużyn. Przystąpienie do juniorskich rozgrywek miało być dla naszej młodzieży przetarciem i sprawdzianem umiejętności w bezpośrednich pojedynkach z dużo bardziej doświadczonymi ekipami. Ogromne brawa należą się trenerowi głównemu Krzysztofowi Gajewskiemu i pozostałym szkoleniowcom, którzy dołożyli swoją cegiełkę do budowy zespołu juniorskiego. Nasi zawodnicy pokazali niesamowitą chęć walki, pokorę, kulturę, dobrą grę, a to napawa dumą i dużym optymizmem. Każdy z osobna zasługuje na wyróżnienie, bo zagrali jak dobrze poukładana drużyna. - opowiada z radością Natalia Domagała, wiceprezes klubu z Radomia.

Dzięki wygranej i drugiemu miejscu w grupie zyskali dodatkową motywację do działania i sprawienia niespodzianki w swoim debiutanckim sezonie. Czwartego czerwca po raz kolejny będą gościć drużyny z grupy południowo-wschodniej z jeszcze większą wiarą w sukces.

Jakub Kaczmarek
kaczmarek.jak94@gmail.com
Biuro Prasowe PLFA

Sonda

Które zespoły zagrają w finale PLFA J-11?